Mam swoje ulubione miejsce w
domu. Najbardziej dopieszczone i wychuchane. To takie moje dziecko, które wciąż
mogę kształtować, uzupełniać i kreować. Tam najchętniej spędzam czas, tam
delektuję się posiłkiem, czytam i jestem po prostu by pobyć. W końcu tam kreuję
najlepszą sztukę, jaką potrafię – gotuję i piekę. Moja kuchnia. Zawsze
wiedziałam, że moja będzie taka sielska, trochę wiejska, w angielskim stylu.
Marzyłam i marzę o tym, że gdy będę miała
swoją rodzinę, męża, dzieci, kota, psa i co tam jeszcze do stworzenia domowego
ogniska jest niezbędne, to właśnie w kuchni będzie toczyło się życie rodzinne.
Pyszne kolacje, gorące obiady w zimowe dni, przedłużające się do obiadu
niedzielne śniadania, rozmowy, gry planszowe, wspólny śmiech, po prostu bycie
ze sobą.
Póki jednak ten obraz pozostaje
jeszcze w sferze marzeń, staram się sama czerpać z tego miejsca jak najwięcej.
Włączam radio i nastawiam cicho ulubioną muzykę, wokół miękkie, ciepłe światło
świec i lampka wina. Wyciągam wtedy wszystkie te akcesoria kuchenne,
obowiązkowo śliczne i pastelowe, w kwiaty, często starocie i zaczynam mieszać i
łączyć, warzyć, odmierzać i ucierać. Bajka po prostu, co tu dużo gadać. To taki relaks, po całym dniu przepisów, pism
i innych sztywnych form mogę kreować coś własnego, coś pysznego. Coś co smakuję
sama i czym mogę sprawić radość innym bo
umówmy się, sama całych blach ciast nie zjadam choćby nie wiem jak aromatyczne
były i jak kusiły.
Jest to w końcu dla mnie takie
miejsce, w którym medytuję. Lubię tak sobie posiedzieć, ot tak po prostu. Napić
się herbaty z pięknej filiżanki, oprzeć się wygodnie i otulić miękkim kocem.
Rozglądam się wtedy z niedowierzaniem, że to moja kuchnia, że jestem u siebie i
karmie się uczuciem, że choćby świat się walił,
szalały śnieżyce i huragany ja właśnie tam jestem bezpieczna. I to jest
moje miejsce. A te wszystkie piękne przedmioty z duszą i te, którym sama
historię tworzę są moje…



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz