wtorek, 17 listopada 2015

W sercu mojego domu


Mam swoje ulubione miejsce w domu. Najbardziej dopieszczone i wychuchane. To takie moje dziecko, które wciąż mogę kształtować, uzupełniać i kreować. Tam najchętniej spędzam czas, tam delektuję się posiłkiem, czytam i jestem po prostu by pobyć. W końcu tam kreuję najlepszą sztukę, jaką potrafię – gotuję i piekę. Moja kuchnia. Zawsze wiedziałam, że moja będzie taka sielska, trochę wiejska, w angielskim stylu. Marzyłam  i marzę o tym, że gdy będę miała swoją rodzinę, męża, dzieci, kota, psa i co tam jeszcze do stworzenia domowego ogniska jest niezbędne, to właśnie w kuchni będzie toczyło się życie rodzinne. Pyszne kolacje, gorące obiady w zimowe dni, przedłużające się do obiadu niedzielne śniadania, rozmowy, gry planszowe, wspólny śmiech, po prostu bycie ze sobą.
Póki jednak ten obraz pozostaje jeszcze w sferze marzeń, staram się sama czerpać z tego miejsca jak najwięcej. Włączam radio i nastawiam cicho ulubioną muzykę, wokół miękkie, ciepłe światło świec i lampka wina. Wyciągam wtedy wszystkie te akcesoria kuchenne, obowiązkowo śliczne i pastelowe, w kwiaty, często starocie i zaczynam mieszać i łączyć, warzyć, odmierzać i ucierać. Bajka po prostu, co tu dużo gadać.  To taki relaks, po całym dniu przepisów, pism i innych sztywnych form mogę kreować coś własnego, coś pysznego. Coś co smakuję sama i czym mogę sprawić radość  innym bo umówmy się, sama całych blach ciast nie zjadam choćby nie wiem jak aromatyczne były i jak kusiły.
Jest to w końcu dla mnie takie miejsce, w którym medytuję. Lubię tak sobie posiedzieć, ot tak po prostu. Napić się herbaty z pięknej filiżanki, oprzeć się wygodnie i otulić miękkim kocem. Rozglądam się wtedy z niedowierzaniem, że to moja kuchnia, że jestem u siebie i karmie się uczuciem, że choćby świat się walił,  szalały śnieżyce i huragany ja właśnie tam jestem bezpieczna. I to jest moje miejsce. A te wszystkie piękne przedmioty z duszą i te, którym sama historię tworzę są moje…









niedziela, 15 listopada 2015

Na dobry początek...

Długo zastanawiałam się, czy zacząć opowiadać o sobie i swoim życiu, domu i pasjach. Bo czy ja -  właśnie ja mam coś ciekawego do powiedzenia? Czy nie jestem zbyt banalna, zbyt nudna i zbyt nijaka by kogokolwiek zainteresować tym swoim monologiem?
Tak zbierałam się by spróbować, myślałam i oto nadszedł w końcu moment próby.
O czym zatem chciałabym pisać? O swoim zwyczajnym życiu. Takim prostym, normalnym. Ale jednak ciepłym. O pasjach – o swoim domu, kuchni, książkach. A także o swoich radościach i frustracjach. I jeszcze paru innych sprawach.
Zaczęło się  jakieś 3 lata temu. Z jakiegoś powodu interesowałam się rynkiem nieruchomości w moim mieście i w występując w charakterze „prawej ręki” oglądałam po kolei wszystkie dostępne mieszkania. Wtedy zrodził się we mnie pomysł, pojawiła się jakaś niemrawa myśl, pomysł, marzenie, taki impuls. Poczułam, że to czas, ta chwila, odpowiedni moment bym i ja znalazła swoje miejsce. Nie było łatwo, ale wiedziałam że jeśli odpuszczę, to będę tego żałować i to tak bardzo, że na długo pozostanie we mnie nutka żalu, jakaś zadra, która przy mojej pamiętliwe naturze (zwłaszcza w stosunku do siebie) będzie mnie dręczyła przez naprawdę długi czas…

Nie będę pisać, jak moja mała oaza wyglądała. To była zwyczajna obraza dla oczu, wyczulonych na piękno otoczenia.  Istotne jest to, że dziś jest przytulna i jasna. Romantyczna i pastelowa, z koronkami i antykami. Pachnie przysmakami, w soboty staje się rajem dla łasuchów. W wolnych chwilach warsztatem i czytelnią. Cukiernią i nie wiem czym jeszcze. A zatem zapraszam….